20 lat lodowatych kąpieli Posejdona w Bałtyku

Czytaj dalej
Fot. Radek Koleśnik
Joanna Boroń

20 lat lodowatych kąpieli Posejdona w Bałtyku

Joanna Boroń

Koszaliński Klub Morsów Posejdon świętuje 20. urodziny. Gdy zaczynali, patrzono na nich jak na niegroźnych wariatów. Rozmawiamy z Sylwestrem Zalewskim, prezesem klubu.

Pamięta pan te pierwsze zimowe kąpiele w lodowatym Bałtyku?

Nie pamiętam, kiedy dokładnie stałem się morsem, ale na pewno było to w minionym milenium. Było nas kilku. Wiedzieliśmy oczywiście o swoim istnieniu, ale się nie umawialiśmy. Przełom nastąpił w listopadzie 2002 roku. Ryszard Waluś dał anons do „Głosu Koszalińskiego”, odezwę do morsów. Zaprosił wszystkich do wspólnej kąpieli 2 grudnia, w niedzielę, o godzinie 12, w Mielnie, niedaleko kawiarni Floryn. To był symboliczny początek naszego klubu i całego tego morsowego szaleństwa, które Mielno uczyniło stolicą morsów. Do dziś w sezonie, czyli gdy tylko temperatura odpowiednio spadnie, w niedzielę o 12 spotykamy się tam na plaży.

Dziś w waszych kąpielach udział biorą tłumy, podczas zlotów tysiące morsów. Ile osób było na tej pierwszej wspólnej kąpieli?
Osiem (śmiech), niestety, podczas tej pierwszej kąpieli byłem zagranicą. Przez pierwsze miesiące była nas niewielka grupa, ale potem nagle ludzi zaczęło przybywać. Działo się to naturalnie. Pierwsze morsy zarażały swoich przyjaciół, członków rodzin. Mamy kliku morsów z zakładu, czyli ktoś z kimś się założył, że wejdzie do lodowatej wody. Pojawili się też gapie, którzy najpierw z plaży obserwowali nasze kąpiele, okutani w ciepłe kurtki i szale. Ale gdy zobaczyli, jak świetnie się bawimy, to postanowili spróbować.

I już zostali?
Tak. Z mojego doświadczenia, a przez te lata asystowałem w pierwszych kąpielach setkom osób, morsowaniem łatwo się zarazić. Powodem jest nie tylko to, że ten styl życia pozwala nam się poczuć lepiej i lepiej wyglądać. Z rozmów z początkującymi morsami wiem, że często tym decydującym powodem, by wejść do lodowatej wody, jest właśnie atmosfera tych naszych kąpieli, to, jak dobrze się bawimy. Wiele razy słyszałem: musiałem/musiałam się przekonać, dlaczego jesteście tacy roześmiani i szczęśliwi.

To świetne pytanie: dlaczego?
Cóż, nie będę czarował, chwila wejścia pierwszy raz do lodowatej wody to spore przeżycie, szok dla organizmu. Trzeba około 60 sekund, by poczuć pewnego rodzaju euforię. Nasze radosne rozgrzewki i zabawy w wodzie to taki mobilizujący rytuał. Działa. Budowanie radosnej atmosfery jest nam potrzebne, bo podnosi temperaturę - nie fizycznie, ale duchowo (śmiech). Nie bez znaczenia jest też to, że przez te wszystkie lata bardzo się zżyliśmy - jesteśmy jak rodzina, która się lubi. Uważam, że jesteśmy otwartą, sympatyczną grupą. Ludzie to czują, chcą być częścią tego szaleństwa.

Działacie lokalnie, zarażacie lokalnie, ale mam wrażenie, że od paru lat morsowanie to nasz sport narodowy. Jak ktoś sam nie morsuje, to na pewno ma w swoim otoczeniu choć jednego amatora lodowatych kąpieli. Skąd, pana zdaniem, ta wielka popularność morsowania w Polsce?

Gdy spojrzymy na morsową mapę Polski, to zobaczymy, że klubów są setki, w małych miastach i tych dużych. Istnieją nawet w miejscach, gdzie nie ma dostępu do akwenów wodnych i trzeba sobie zadać sporo trudu, by się wykąpać. Myślę, że jesteśmy ewenementem na światową skalę. Powodów jest kilka. Mówiliśmy już o tym, że morsowanie to świetna zabawa, ale nie zapominajmy o korzyściach, jakie daje dla zdrowia. Ośmielę się powiedzieć, że to najtańszy sposób na budowanie odporności. Mors jest odporny na warunki atmosferyczne, nie przeziębia się, jego organizm skutecznie walczy z wirusami. Lodowate kąpiele niezwykle pozytywnie wpływają na samopoczucie. To też rewelacyjny sposób walki o formę. Jestem tego dowodem. Moje klubowe koleżanki do listy dodałyby pewnie jeszcze jeden punkt: morsowanie zatrzymuje, a czasem i cofa czas.

Pan zrobił krok dalej. Jest pan nie tylko morsem, ale i pływakiem lodowym z sukcesami na zawodach. Jak to się stało?

Mój udział w zawodach był kwestią przypadku. Zachęcili mnie koleżanki i koledzy z mieleńskiego Eskimosa. Mówili: dobrze pływasz, wystartuj. W 2019 roku Gdańsk organizował mistrzostwa Europy, zapisałem się na listę. W mojej grupie wiekowej, a mam 71 lat, udało mi się na dystansie 25 i 50 metrów wywalczyć pierwsze miejsca. I tak zostałem zawodnikiem.

Wchodzenie do lodowatej wody wielu osobom wydaje się być nie lada wyzwaniem, a co dopiero pływanie i to na czas…

Oczywiście w lodowym pływaniu prócz dobrego stylu i formy trzeba też mieć wyćwiczoną odporność na ekstremalne warunki. Jeśli komuś się wydaje, że świetnie pływa, więc sobie poradzi, to może się zawieść. Zgodnie z regulaminem nie możemy ubierać pianek i smarować się żadnymi preparatami, które by nam pomogły zatrzymać ciepło. Za to startujemy już z wody, by oszczędzić ciału ekstremalnego szoku podczas wskakiwania. Zimna woda wysysa z nas więcej energii. Ale ukończenie dystansu daje niesamowitą energię. Dla tych chwil warto!

Jak zacząć morsowanie

Nie ma żadnych specjalnych ograniczeń co do wieku. Przeciwwskazaniem może być stan zdrowia - choroby serca i układu krążenia, nadciśnienia, choroby naczyń mózgowych, epilepsja oraz borelioza.

Najważniejszy element to przygotowanie do morsowania, czyli rozgrzewka. Nie wystarczy rozgrzać się gorącą herbatą czy kawą. A już na pewno nie alkoholem. Przed morsowaniem organizm należy rozgrzać za pomocą różnych ćwiczeń. Może to być np. gimnastyka czy bieganie, które jest najbardziej naturalną formą ruchu. Organizm należy rozgrzać, ale nie przegrzać.

Do morsowania nie potrzebujemy wielu rzeczy. Niektórym wystarczą kąpielówki czy w przypadku kobiet strój kąpielowy. Wiele morsów jednak używa butów neoprenowych, które chronią stopy przed zimnem, kamieniami czy skaleczeniem kawałkami szkła. Jeśli ktoś zamierza zanurzać również całe ręce, może także zaopatrzyć się w rękawice neoprenowe. Palce bowiem, podobnie jak i stopy, są bardzo wrażliwe na zimno i zanurzenie ich w lodowatej wodzie może być bardzo nieprzyjemne, a nawet bolesne.

Do wody najlepiej wchodzić spokojnym, ale zdecydowanym krokiem. Nie wbiegamy! Dobrze jest, aby nie wchodzić do wody samemu. Za pierwszym razem nie wiemy bowiem, jak nasz organizm może zareagować na gwałtowną zmianę temperatury. Dlatego w koszalińskim klubie jest tradycja wprowadzania do wody początkujących fanów zimnych kąpieli przez doświadczone morsy, aby dokładnie instruowały, co robić, jak postępować z falami, jakie są zagrożenia związane z ruchem wody, a w razie czego mogły szybko przyjść z pomocą.

Po wyjściu z wody można jeszcze krótką chwilę poświęcić na aktywność fizyczną, np. lekki trucht, a następnie jak najszybciej włożyć ciepłe i suche rzeczy. Właśnie po kąpieli najczęściej dochodzi do wychłodzenia organizmu. Warto pamiętać, że po wyjściu z wody mamy dla siebie tzw. złote pięć minut, podczas których organizm nie odczuwa jeszcze chłodu. Po tym czasie, gdy nie zdążymy się ubrać, może nas spotkać przykra niespodzianka i możemy mieć problem z zasznurowaniem butów. Na koniec warto napić się gorącej herbaty.

Joanna Boroń

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.