60 lat ZHP. Bratnie słowo sobie dajem... [WIDEO]

Czytaj dalej
Fot. Leszek Kalinowski
Leszek Kalinowski

60 lat ZHP. Bratnie słowo sobie dajem... [WIDEO]

Leszek Kalinowski

Różne były losy harcerstwa, które od 60 lat towarzyszy starszym i młodszym. Wiele osób jednak mówi, że gdyby nie ZHP, to nie byłoby tu, gdzie jest dziś. Bo to więcej niż organizacja, obozy i akcje...

Z czym Lubuszanom kojarzy się harcerstwo?

- Gdy myślę ZHP, przed oczami pojawiają mi się: Zbigniew Czarnuch, Jerzy Zgodziński, Aleksandra Zjawin, Zbyszko Piwoński - mówi Tomasz Węglarczyk, który przyznaje, że sam w harcerstwie działał siedem lat i nie miał kontaktu z tymi ludźmi, ale wiele dobrego o nich słyszał.

- Mnie harcerze kojarzą się z żeglarstwem. U nas mocno działali na tym polu - twierdzi Ewa Rożek z Nowej Soli.

- ZHP dla mnie to warty honorowe, obozy i biwaki - mówi Patrycja Gawlicka z Zielonej Góry. - Przyznam szczerze, że harcerką nigdy nie byłam, więc mało wiem.

Okazuje się, że niewiele osób wie, co kryje się pod nazwą ZHP. Niektórzy młodzi uważają, że skoro organizacja działała za komuny, to musiała być podporządkowana partii, więc nie ma raczej dobrego zdania. Inni zauważają, że to ZHP zostala uznana przez światowy skauting za kontynuatora przedwojennych tradycji.

Tymczasem harcerze przyznają, że różnie bywało w różnych okresach. Śpiewało się „Polsce socjalistycznej”, ale przecież innej nie było. A programy, akcje zależały od ludzi, którzy robili wszystko, by być jak najdalej od partii, od polityki. Liczyły się prawdziwie harcerskie wartości. To jest ta prawdziwa moc, którą czuje każdy, kto połknął harcerskiego bakcyla.

I o tym między innymi traktuje książka „60 lat Chorągwi Ziemi Lubuskiej Związku Harcerstwa Polskiego”. To nie tylko spisana historia czy wspomnienia osób, które działały czy działają nadal w Związku Harcerstwa Polskiego.

- Chodziło nam o zaangażowanie wielu, także młodych osób, które w terenie odszukiwały, spisywały dawne historie, odnajdywały zdjęcia, pamiątki - mówi Marek Musielak. - Ta wspólna praca, odkrywanie na nowo organizacji, rozmowy z ludźmi, wspomnienia, wymiany poglądów na różne wydarzenia to największa wartość tej publikacji.

Marek Musielak jako przewodniczący komisji historycznej, Regina Szukowska (członek komisji), a także Andrzej Sibilski i Leszek Kornosz weszli w skład zespołu redakcyjnego. By ocalić ślad od zapomnienia dla przyszłych pokoleń i jeszcze raz pokazać, że harcerz potrafi. A potrafi naprawdę wiele.

Lata mijają, a ich sława nie przemija

Najbardziej znany w latach 60. w Zielonej Górze był szczep harcerski Makusyny, realizujący niebanalny, odmienny od innych, program wychowawczy. Pod kierunkiem druha Zbigniewa Czarnucha młodzież bawiła się w cyrk, zarobkowała na wycieczki i biwaki, budowała kosmodrom, występowała ze swoim programem na ulicach i podwórkach. W czasie wakacji 1963 roku miesiąc spędziła na Krymie, w słynnym miasteczku pionierskim Arteku, zwiedzając też Moskwę i Sewastopol.

Jednym z przodujących był też szczep Grunwald, pracujący od 1957 roku pod kierunkiem druha Henryka Zborowskiego. To harcerze z tego szczepu zapoczątkowali w kraju - Pocztę Harcerską, byli inicjatorami i wykonawcami wielu akcji i czynów społecznych. Szczep otrzymał nagrodę od ministra kultury i sztuki. Znani byli też w latach 60. - Komandosi. Szczep słynął z prowadzonego przez druha Paszaka - chóru harcerskiego. Koncertował on z Zielonogórską Orkiestrą Symfoniczną. Współpracował z Zielonogórskim Aeroklubem, szkoląc „pełnomocników komisarzy lotniczych”.

Wśród szczepów starszoharcerskich prym wiedli Korczakowcy (program wychowawczy oparty na nauce Janusza Korczaka).

Wyjątkowe miejsce nad jeziorem Grzybno

O magicznym miejscu, jakie sobie stworzyli harcerze, Andrzej Sibilski pisze: To właśnie w Korczakowie mogłem spróbować swoich sił na scenie, zarówno jako aktor, jak i reżyser. Tutaj mogłem wystąpić w kabarecie czy zaśpiewać swoją piosenkę na Festiwalu Piosenki Naszej. Tutaj na denaturowym powielaczu wydawałem korczakowską gazetę. Udało mi się też spróbować sił w realizacji filmów amatorskich, które to obrazy przyniosły mi nagrodę na festiwalu filmów amatorskich w Łodzi. Z moimi kolegami m.in. Witkiem Siłką, Wojtkiem Lubienieckim, Mirkiem Głowienką, Darkiem Kulikiem, Grzesiem Osyczką, Leszkiem Foreckim tworzyliśmy wówczas „prawdziwą” Korczakowską Wytwórnię Filmową „Kor-film” (…). Tutaj tworzyliśmy najbardziej szalone projekty artystyczne jak „Na pełnym morzu” Mrożka - wystawione na prawdziwej tratwie na tafli jeziora czy musical „Wielki testament” wg F. Villona, prezentowany na scenie amfiteatru.

Tradycją stały się wizyty wspaniałych polskich bardów. Do Korczakowa przyjechał m.in. Stanisław Soyka, Wolna Grupa Bukowina i wielu innych artystów.

Nie byłoby Korczakowców, gdyby nie ich twórca - Jerzy Zgodziński, który nawet przyznany mu Order Uśmiechu chciał odebrać w Korczakowie a nie w Warszawie (i tak też się stało). Harcerze nazywali go Szefem.

Żeby być lepszym niż jest się dziś

- Fenomen tego misternie budowanego planu wychowawczego opierał się - i chyba opiera się w dalszym ciągu - na wyzwalaniu w nas tej woli chcenia, rozwijaniu tęsknoty, by być w życiu kimś trochę lepszym niż się jest - podkreśla Andrzej Sibilski. - Szef robił to przez lata na tysiące sposobów - prośbą, zachętą, fortelem, eksperymentem. Zawsze stawiał przed nami zadania, które realnie nas przerastały, a jednak mierzyliśmy się z nimi i najczęściej zwyciężaliśmy. Zawsze jednak bardziej Jemu niż sobie chcieliśmy udowodnić, że stać nas na więcej. Kiedy nasze drogi się rozchodziły, wciąż pozostawała w nas ta sama wola chcenia. Tak było przed laty i tak, na szczęście, jest dziś. Podobnie będzie też jutro. Druh Jurek odszedł na wieczną wartę, ale pozostawił po sobie nie tylko trwały ślad minionych dokonań, lecz przede wszystkim następców, kontynuatorów swojego dzieła.

Harcerska Szkoła Ratownictwa

- Pierwsza pomoc zawsze nas fascynowała - wspomina Grzegorz Bazydło. - Szybko zdobyliśmy wszystkie możliwe sprawności samarytańskie i szukaliśmy możliwości dalszego ratowniczego rozwoju. Kiedy więc wiosną 1999 r. w naszym hufcu Zielona Góra pojawiła się możliwość uczestnictwa w kursie na Brązową Odznakę Ratownika Medycznego ZHP (BORM), od razu się zapisaliśmy. Opatrywaliśmy rany, z których sączyła się sztuczna krew, w nocy udzielaliśmy pomocy poszkodowanym ukrytym w lesie, którzy „jedli poszycie” (jak to opisała później „Gazeta Lubuska”).

Helena Jakubowska, która w komendzie chorągwi w 1978 roku miała obowiązek kierować rozwojem klubów specjalnościowych, w tym wodnych, wiele uwagi poświęca harcerskiemu żeglarstwu. I osobom zaangażowanym w ten nurt działalności. Wymienia m.in. Zbigniewa Łapko, Jerzego Stasińskiego, Jerzego Motałę, Kazimierza Bronickiego, Waldemara Tietza, Zdzisława Smołę, Piotra Kuźniara, Edwarda Baranowskiego, Renatę i Ryszarda Górskich, Zygfryda Łojkę, Tomasza Jastrząba.

Bo przecież to ludzie stanowili o atrakcyjnych zajęciach dla młodych ludzi, organizowanych w Sławie, Niesulicach i innych miejscowościach.

Anna Kozłowska wspomina akcję Lato Wiejskich Drużyn i organizowane konkursy m.in. na najpiękniejszą krowę czy Zielone Przedszkola, w których uczestniczka była nawet sześciomiesięczna dziewczynka.

Ewa Pelińska na kartach książki przyznaje, że harcerstwo wpisane jest w jej życie. Jako czteroletnia dziewczynka była na pierwszym obozie.

- Tam jadłam z harcerskiej menażki i spałam na pryczy - opowiada. - Wtedy jeszcze trzymałam się munduru mamy. Moi rodzice stanowili kadrę instruktorską obozu. Potem przez wiele lat mama była komendantką hufca Lubsko, a ojciec jego kwatermistrzem. Ja „wędrowałam” harcerską drogą, pełniąc różne funkcje. Także na studiach w Wyższej Szkole Pedagogicznej.

Warto też sięgnąć wspomnieniami do roku 1945. We wrześniu tego roku przy Miejskim Gimnazjum i Liceum na pl. Słowiańskim powstała drużyna im. Zawiszy Czarnego, której drużynowym był Janusz Szymański. Na przełomie października i listopada przy SP-1 rozpoczęła działalność drużyna im. Bolesława Chrobrego, prowadzona przez Antoniego Ostrowskiego, a przy SP-2 drużyna im. księcia Józefa Poniatowskiego, którą organizował Roman Mazurkiewicz, a potem prowadzenie przejęli: Zbigniew Głogowski i Edmund Piątkowski. Hufiec Zielona Góra powstał 9 września 1945 roku i obejmował: Zieloną Górę, Krosno i Sulechów.

Warto przy tej okazji wymienić też komendantów chorągwi ZHP. Byli nimi: Tadeusz Bedus (1957-60), Mieczyław Preis (1960), Janusz Brzózka (1960-64), Edmund Szymeczko (1964-69), Michał Pępiński (1969-1973), Ryszard Czapiewski (1973-1978), Zbigniew Szeluch (1978-1986), Piotr Januszek (1986-1989), Edward Sobański (1989 - 1991), Elżbieta Maciejewska (1991-2006), Leszek Kornosz (2006 - 2014). Obecnie funkcję tę pełni Artur Doliński (od 2014). Zobacz film na naszej stronie:

Leszek Kalinowski

Jestem dziennikarzem działu informacyjnego. W "Gazecie Lubuskiej" pracuję od 1991 roku. Najczęściej poruszam tematy związane z Zieloną Górą i oświatą (przez lata prowadziłem strony dla młodzieży "Alfowe bajerowanie" - pozdrawiam wszystkich Alfowiczów rozsianych dziś po świecie). Z wykształcenia jestem magistrem filologii polskiej. Ukończyłem też dziennikarstwo oraz logopedię, a także podyplomowe studia "Praktyczne aspekty pozyskiwania funduszy unijnych".


Dziś zajmuje sie sprawami, dotyczącymi Zielonej Góry i regionu, zwłaszcza interesuja mnie tematy, związane z: 


- budową Centrum Zdrowia Matki i Dziecka, 


https://gazetalubuska.pl/jak-zmienia-sie-centrum-zdrowia-matki-i-dziecka-w-zielonej-gorze-kiedy-zakonczenie-prac/ar/c1-14995845


- rozwojem Uniwersytetu Zielonogórskiego, w tym m.in, medycyny, 


https://gazetalubuska.pl/zielona-gora-mistrzostwa-polski-w-szyciu-chirurgicznym-studentow-medycyny-zdjecia-wideo/ar/c1-14620323


- rozbudową Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze, 


https://gazetalubuska.pl/ale-sie-dzieje-w-szpitalu-uniwersyteckim-zobacz-jak-sie-zmieniaja-rozne-obiekty/ar/c14-15111792


- inwestycjami oświatowymi i poziomem nauczania w szkołach, 


https://gazetalubuska.pl/egzamin-osmoklasisty-z-jezyka-polskiego-za-nami-zobacz-jak-bylo/ar/c5-15028564


- komunikacją miejską i elektrycznymi autobusami. 


https://gazetalubuska.pl/zobacz-jak-zmienia-sie-centrum-przesiadkowe-zdjecia/ga/13729844/zd/32684686


W wolnej chwili lubię popływać, jeździć na rowerze, obejrzeć spektakl teatralny, posłuchać koncertu, zwiedzać mało znane miejsca, poznawać nowych ludzi, od których czerpię wiele pozytwynej energii. 


 

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.