Bartłomiej. Syn, na którego matka nie chciała nawet spojrzeć

Czytaj dalej
Mariusz Parkitny

Bartłomiej. Syn, na którego matka nie chciała nawet spojrzeć

Mariusz Parkitny

Kilka razy próbował zabić własnego ojca. Nie udało się. Ale już z pewnym bezdomnym poszło łatwiej. Oto historia 36-latka, który dla pieniędzy zrobiłby wszystko. Dosłownie.

Zaczęło się od komunikatu, który dwa lata temu pojawił się w internecie.

„W godzinach 16.40 a 17.40 na osiedlu Park Ostrowska w Szczecinie doszło do napadu na mojego ojca! Jest w szpitalu w stanie krytycznym. Jeżeli ktokolwiek widział osobę dziwnie zachowującą się w tym rejonie w tych godzinach i jest w stanie podać jej rysopis, czy może ktoś w pośpiechu obcy odjeżdżał autem, taxi, rowerem, czymkolwiek. Ten ktoś miał w rękach coś, czym rozbił mojemu tacie czaszkę. Za pomoc w znalezieniu sprawcy nagroda gwarantowana!”

Autorem ogłoszenia był Bartłomiej S., syn pokrzywdzonego. Jednak policjantom coś się tu nie zgadzało. I zaczęli go dyskretnie obserwować.

Syn

Oszustwa, obietnice bez pokrycia, lans pożyczonymi od kolegi z celi luksusowymi samochodami. A teraz proces w sprawie zabójstwa i usiłowania zabójstwa. Zajrzeliśmy w przeszłość Bartłomieja S., szczecińskiego pisarza-grafomana. Przed sądem odpowiada za usiłowanie zabójstwa ojca oraz współudział w zabiciu bezdomnego, którego ciało ze wspólnikami zakopał na działce odziedziczonej po dziadku. Sprawę prowadziło Archiwum X, czyli wydział do najtrudniejszych spraw szczecińskiej prokuratury okręgowej.

Bartłomiej S. był w przeszłości kilka razy karany za oszustwa, ale część spraw już się przedawniła. Oszukał kilkanaście osób, którym obiecywał wynajęcie mieszkań w Szczecinie. Oferował m.in. to, w którym mieszkał z partnerką i dzieckiem, oraz lokal swojego ojca. Chętnych nie brakowało, bo proponował atrakcyjną cenę. Podpisywał umowy, brał zaliczkę, zapewniał, że dotychczasowi najemcy szybko się wyprowadzą, a potem nie odbierał telefonów. Miał na tym zarobić kilkanaście tysięcy złotych.

Studiował na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym, ale studiów nie skończył. Miał podjąć naukę w prywatnej uczelni, ale nic z tego nie wyszło. Kilka lat temu pracował w nieistniejącej już restauracji jako kelner.

- Nigdzie dłużej nie zagrzał miejsca. W rozmowach z ludźmi grał rolę takiego, który wszystko może załatwić. I nic z tego nie wychodziło - opowiada znajomy Bartłomieja S.

Lubił obiecywać. Szkole swojej córki zapowiedział ufundowanie sztandaru o wartości 7 tysięcy złotych.

- Nie braliśmy tego na poważnie - mówi dyrektor szkoły.

Obiecywał też, że załatwi catering dla uczniów.

- O matce swojej córki opowiadał w szkole niestworzone historie, próbując przedstawić ją w złym świetle przed nauczycielami, a nawet pracownikami obsługi szkoły. Mówił, że matka nie ma praw do dziecka, co było oczywiście bzdurą. To porządna kobieta, która bardzo dba o dzieci - opowiada nam kolejna osoba.

Po rozstaniu z matką córki miał problemy z regularnym płaceniem alimentów. Sprawa trafiła nawet do prokuratury, ale została umorzona. Twarz córki wytatuował sobie na ręce.

Podczas pobytu w areszcie Bartłomiej S. poznał młodego mężczyznę, który trafił do celi za oszustwa.

- Polubili się, ponoć po wyjściu Bartek wynajął mu mieszkanie. Potem widziałem go, jak jeździ luksusowymi samochodami, w tym białym porsche. Oczywiście nie było go na to stać. Mówiło się, że porsche użyczył mu ten współosadzony z aresztu - opowiada znajomy S.

Pisarz

Kilka lat temu Bartłomiej S. odkrył w sobie pisarza. Napisał książkę o przestępcy, którego zbrodni nie wykryto. Wydawcą książki zrobił swoją ówczesną partnerkę. Kobieta nawet o tym nie wiedziała. W planach miał kolejną książkę pod roboczym tytułem „Siódme zło”. Z czasem pisarka pasja przerodziła się w poetycką. Zaczął pisać wiersze, które wydał pod mało mówiącym tytułem „B&B ... or not be”.

- Tęsknię za Tobą kolejną godzinę... Liczę minuty, w sekundach ginę - to próbka jego możliwości, którą pochwalił się kilka miesięcy temu w internecie.

Koszmar

Na pisanie będzie miał teraz dużo czasu. Za usiłowanie zabójstwa ojca i udział w zabójstwie bezdomnego grozi mu dożywocie.

A jego pierwszą książkę dokładnie przeczytali prokuratorzy. Zwrócili uwagę na kilka wątków. Były bardzo podobne do tego, w jaki sposób w prawdziwym życiu zachowywał się Bartłomiej S.

On sam po zatrzymaniu przyznał się do winy i szczegółowo opowiedział, co zrobił.

W styczniu 2020 r. zlecił zabójstwo ojca, bo chciał przejąć jego majątek. Ojciec jest marynarzem.

Razem ze wspólnikami opracował plan, w którym każdy z nich otrzymał określone zadania. Plan uległ zmianie, bo jeden z oskarżonych nie wywiązał się z roli.

Ostatecznie ojciec Bartłomieja S. został napadnięty przez jednego z podejrzanych, który nieustalonym narzędziem uderzył go w głowę, powodując wieloodłamowe złamanie kości ciemieniowej z licznymi przemieszczeniami fragmentów kostnych, wyciekiem płynu mózgowego, krwiakiem przymózgowym oraz rozległym krwiakiem wewnątrzczaszkowym. Mimo takich obrażeń, mężczyzna przeżył. Trafił do szpitala. Oskarżeni postanowili go uśmiercić na sali szpitalnej.

- W tym celu mieli odwrócić uwagę personelu medycznego poprzez wywołanie zamieszania zgłoszeniem o podłożeniu w szpitalu bomby, po czym jeden z nich miał wejść do szpitala i poprzez wstrzyknięcie do podawanej pokrzywdzonemu kroplówki powietrza lub trucizny, pozbawić go życia. Plan, pomimo ewakuacji szpitala, nie powiódł się - oskarżał prokurator.

W śledztwie wyszło na jaw, że oskarżeni w przeszłości zabili innego mężczyznę na jednej z działek na Wyspie Puckiej.

Najpierw truli go, podając do jedzenia nasiona cisu wraz z tabletkami przeciwbólowymi. Gdy to nie przyniosło skutku, podali mu mieszankę alkoholu ze środkami psychotropowymi i lekami nasercowymi oraz kanapkę z tymi lekami. Potem skrępowali mu ręce i nogi, założyli na głowę foliowy worek i w takim stanie pozostawili zamkniętego na trzy dni. Gdy umarł, ciało ukryli pod podłogą altanki działkowej.

Zanim Bartłomiej S. ze wspólnikiem zabili bezdomnego, wykorzystywali jego dane do wyłudzania pożyczek. Jednak okazało się, że w innej sprawie dotyczącej oszustw bankowych, policja jest na tropie bezdomnego. To właśnie wtedy zapadła decyzja, że go zabiją.

Bartłomiej S. odpowiada też za przestępstwa związane z wyłudzeniem od ojca ponad 272 tys. zł.

Proces

Sprawa w sądzie powoli zbliża się do końca. Bartłomiej S. chętnie opowiada o tym, co zrobił. Przyznaje, że robił to dla pieniędzy.

Zanim zlecił napad na ojca, usiłował go otruć. Tak samo jak w przypadku bezdomnego używał nasion cisu, które mieszał w koktajlu z lekami nasercowymi, przeciwbólowymi albo psychotropowymi. Użył też trutki na szczury.

- Zbieraliśmy tylko te owoce cisu, które były wypełnione nasionami. Zdejmowaliśmy czerwoną skórkę i tłukliśmy w moździerzu. Ale ojcu taka mieszkanka z innymi lekami nie za bardzo smakowała. Dostał tylko nadciśnienia i wymiotował. Trutki na szczury nie było dużo, bo takiego smaku nic by nie ukryło - opowiadał.

Gdy próba otrucia ojca nie udała się, postanowił wynająć kogoś od mokrej roboty. Gdy ojca napadnięto, zamieścił w internecie ogłoszenie o poszukiwaniach sprawcy. Chciał w ten sposób zapewnić sobie alibi.

Brat

Bartłomiej S. ma młodszego brata. Od kilku lat nie utrzymują kontaktu. Podczas procesu brat przyznał, że od początku nie wykluczał, że za usiłowaniem zabójstwa ojca może stać Bartłomiej S . Przyznał jednocześnie, że ojciec bardzo wierzył, że Bartłomiej w końcu wyjdzie na ludzi. Dlatego przebaczał mu kolejne wyskoki, m.in. sprzedaż samochodu i sfałszowanie dokumentów.

Matka Bartłomieja S. zmieniła nazwisko. Nie chce, aby za czyny syna ścigali ją dłużnicy. Na procesie odmówiła składania zeznań (ma do tego prawo jako osoba najbliższa). Nawet nie spojrzała na syna.

============04 Autor email (7218324)============
Szczecin
============03 Wstęp (7218321)============
============11 Zdjęcie Autor (7218329)============
fot. 123rf
============06 Zdjęcie Podpis (7218327)============
Bartłomiej S. odpowiada przed sądem za usiłowanie zabójstwa ojca i udział w zabójstwie bezdomnego. Zarzuty mniejszego kalibru to wyłudzenie od ojca ponad 270 tysięcy złotych

Mariusz Parkitny

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.