Bieszczady ciągle popularne, ale przez koronawirusa turyści odwołują wczasy

Czytaj dalej
Fot. Sabina Tworek
Sabina Tworek

Bieszczady ciągle popularne, ale przez koronawirusa turyści odwołują wczasy

Sabina Tworek

Kolejny miesiąc z rzędu Bieszczadzki Park Narodowy zanotował rekordową frekwencję na szlakach górskich. Właściciele obiektów noclegowych i gastronomicznych mieli do tej pory powód do zadowolenia, bo mogli choć częściowo wyrównać straty poniesione w związku z pandemią koronawirusa. Niestety, wprowadzenie na terenie całego kraju żółtej strefy powoduje stopniowe odwoływanie rezerwacji w hotelach i pensjonatach.

Tegoroczne wakacje były znakomite pod względem frekwencji. W ciągu dwóch miesięcy Bieszczadzki Park Narodowy odwiedziło 373,3 tys. osób. Łącznie rejestratory odnotowały 192,4 tys. samochodów na wszystkich wjazdach do BdPN, co oznacza, że w porównaniu z ubiegłorocznymi wakacjami ruch samochodowy zwiększył się o prawie 32 proc., a frekwencja na szlakach aż o 37 proc.

– We wrześniu odnotowaliśmy 131,5 tys. wejść na szlaki piesze, czyli o 64 proc. więcej niż w roku 2019 – czytamy na stronie BdPN. – Czujniki drogowe zarejestrowały 70,7 tys. wjeżdżających na teren parku pojazdów. Okazuje się, że turyści najliczniej wchodzili na Tarnicę, Wielką i Małą Rawkę oraz Bukowego Berdo.

Sezon zimowy w Bieszczadach zapowiadał się wspaniale

Zapowiadał, bo teraz przedsiębiorcy mają mnóstwo obaw. Gwałtowny wzrost zakażeń koronawirusem oraz wprowadzanie kolejnych obostrzeń powoduje strach przed podróżami.

– Ludzie przestali rezerwować oferty świąteczne i sylwestrowe, które cieszyły się ogromnym zainteresowaniem. Od kiedy wprowadzono w Polsce żółtą strefę, rozdzwoniły się telefony, aby odmówić pobyt w hotelu. Od wtorku do czwartku mieliśmy zaplanowaną imprezę na 80 osób, która jednak nie odbyła się. W dalszym ciągu nie potwierdzono nam organizacji kilku zaplanowanych na listopad konferencji

- mówi Daniel Wojtas, współwłaściciel Hotelu Skalny SPA w Polańczyku.

Daniel Wojtas przypuszcza, że firmy wstrzymują się z decyzjami o wyjeździe w Bieszczady, oczekując na kolejne obostrzenia.

– Nie da się obecnie planować biznesu, bo tak naprawdę nie wiadomo, co przyniesie nowy dzień. Dla nas decyzja rządu jest kolejnym obciążeniem, z którym musimy się zmierzyć w tym bardzo trudnym roku.

Właściciel hotelu zauważa, że turyści wstrzymują się z robieniem rezerwacji do ostatniej chwili. W jego przypadku wprowadzenie ograniczeń w restauracjach nie jest żadnym problemem, ponieważ posiada dwie sale restauracyjne. Nie musi więc wyznaczać gościom posiłków na kilka tur ani zanosić jedzenia do pokojów, jak czynią to mniejsi przedsiębiorcy.

Mimo stosowania się w obiektach noclegowych do procedur sanitarnych, turyści boją się o swoje zdrowie.

– Na przyszły weekend nie mamy już pełnego oblężenia, a co dopiero będzie w kolejnych miesiącach? – zastanawia się Daniel Wojtas. – Jesteśmy pełni obaw, jeśli chodzi o sezon zimowy.

Świąteczne imprezy w Bieszczadach pozostaną w sferze marzeń?

Aby przyciągnąć turystów w Bieszczady, przedsiębiorcy przygotowywali specjalnie dedykowane m.in. dla seniorów, kobiet, grzybiarzy, czy żeglarzy oferty.

– Na Sylwestra mamy już praktycznie pełny stan, jednak obawiam się, że impreza nie dojdzie do skutku – mówi Sebastian Skórka, właściciel Zajazdu pod Caryńską. – Wszyscy z niepokojem czekamy na dalsze decyzje rządu.

Sabina Tworek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gp24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.