Kochała ludzi, kochała zwierzęta. Ze sceny życia zeszła po cichu

Czytaj dalej
Fot. Archiwum rodzinne

Kochała ludzi, kochała zwierzęta. Ze sceny życia zeszła po cichu

Na scenach oglądać ją można było przez prawie 40 lat. W teatrze zagrała niemal 100 ról. Kaja Kijowska, jedna z popularniejszych słupskich aktorek, umarła 4 października.

Dobra, piękna, uczynna, kolorowa - taką Kaję Kijowską zapamiętają rodzina, przyjaciele, znajomi ze sceny i publiczność.

Piękna kobieta

- Była szczupłą blondynką - wspomina Anna Bogucka-Skowrońska, przyjaciółka rodziny Kijowskich. - Z urody przypominała gwiazdę filmową. Wraz z mężem Andrzejem tworzyli kolorową parę. Gdy szli razem ulicą, ludzie bardzo często się za nimi oglądali.

- Zawsze ubierała się z niezwykłą klasą. Na głowie nosiła chustkę, a na nią nakładała kapelusz. Wyglądała w nim jak Brigitte Bardot - dodaje Bogumiła Kijowska, krewna Kai Kijowskiej. - Bardzo jej tych ubrań zazdrościłam. One tylko podkreślały jej urodę i klasę.

Aktorka

Przygodę ze sceną rozpoczęła w 1954 roku w Teatrze Lalek Banialuka w Bielsku-Białej. Spędziła tam tylko jeden sezon artystyczny jako adeptka. Dwa kolejne sezony spędziła w Rzeszowie, w tamtejszym Teatrze Ziemi Rzeszowskiej. Był rok 1957, gdy rozpoczęła pracę w koszalińsko-słupskim Bałtyckim Teatrze Dramatycznym. I choć scena zmieniała nazwę najpierw na Teatr Muzyczny, a następnie na Słupski Teatr Dramatyczny, pozostała jej wierna do 1991 roku. Wówczas teatr, decyzją ówczesnych władz miasta, został zamknięty. Grała do końca istnienia teatru, choć sama była już wtedy na emeryturze. 21 grudnia wystąpiła w ostatniej premierze teatru. Było to „Betlejem Polskie” Lucjana Rydla w reżyserii Romana Kordzińskiego. W tym przedstawieniu zagrała role Matki z Księstwa Poznańskiego i Królowej.

W czasie prawie 40 lat pracy scenicznej zobaczyć można było Kaję Kijowską w niemal stu rolach. - Żaden repertuar nie był jej obcy, w każdym świetnie sobie radziła - mówi Bogumiła Kijowska. - Grała zarówno role dramatyczne, jak i komediowe, a nawet w bajkach dla dzieci. Współpracowników traktowała na równi ze sobą. Gdy reżyser którąś z jej koleżanek zrugał na próbie, Kaja zawsze ją przytulała i pocieszała.

- Kajka była aktorką z bardzo dużym temperamentem - wspomina Bożena Borek, aktorka poprzedniego i obecnego słupskiego teatru. - Wspaniale mi się z nią współpracowało, szczególnie podczas przygotowania „Gwałtu, co się dzieje”. W garderobie była liderką. Zawsze była bardzo koleżeńska, również w stosunku do nowych aktorek. Po likwidacji teatru miała żal o sposób, w jaki władze się z nią pożegnały.

Kociara

Iloma kotami Kaja Kijowska opiekowała się w swoim życiu, ile przygarnęła do swojego mieszkania, tego nie zliczy nikt. Dzięki kotom nawiązała jednak wieloletnie znajomości.

- My, kociarze, wyczuwamy się na odległość i zawsze znajdujemy wspólne tematy - mówi Anna Bogucka-Skowrońska. - Poznałyśmy się, gdy ona nie pracowała już jako aktorka. Okna z kuchni państwa Kijowskich wychodziły na to samo podwórko, które ja widziałam z okien kancelarii. Byłyśmy więc sąsiadkami z podwórka. Tam zawsze było bardzo dużo kotów. Chodziłam je dokarmiać, podobnie jak państwo Kijowscy. Tak się poznaliśmy, a potem również zaprzyjaźniłyśmy. Później zaprzyjaźnili się również nasi synowie. Ale już wcześniej rozpoznawałyśmy się na ulicy i uśmiechałyśmy się do siebie. W latach 80. obie byłyśmy osobami publicznymi. Mimo że nasze relacje były bardzo bliskie, nigdy nie było okazji, żeby przejść na „ty”. Często, gdy spotykałyśmy się na ulicy, porywała mnie do siebie na kawę. Było ono pięknie urządzone. Bardzo podobały mi się jej stare meble. Widać tam było jej gust i smak. A przede wszystkim porządek, co przy kotach w domu nie jest łatwe do zachowania. A jej się udawało. Widać koty podporządkowały się jej reżimowi.

Koty przychodziły do Kai Kijowskiej nie tylko do mieszkania i na podwórko, ale również na działkę. - Kaja uwielbiała tam przebywać, urządzała tam pikniki - mówi Bogumiła Kijowska. - Działka była trochę dzika, nie było tam grządek. Były za to koty. Schodziły się do niej z okolicy.

Brydżystka

W weekendy Kaja Kijowska pasjami grała w brydża z najbliższymi.

- Spotykaliśmy się w soboty i niedziele to u nas, to u nich - mówi Bogumiła Kijowska. - Grała świetnie, choć czasem zdarzało się jej przegrać. Wtedy powtarzała, że tym razem ja z mężem mamy wielkie szczęście, ale następnym razem szczęście będzie sprzyjało jej i Andrzejowi. Najpierw graliśmy małżeństwo kontra małżeństwo, a potem zaczynały się roszady i grał już każdy z każdym. Nasze brydżowe spotkania trwały wiele lat i przeciągały się zawsze do godziny 3-4 w nocy.

- Była piękna, wyglądała jak gwiazda filmowa - wspominają Kaję Kijowską rodzina i przyjaciele.
Archiwum rodzinne Kaja Kijowska zagrała w niemal stu rolach teatralnych.

Duchem zawsze młoda

- Kaja była wspaniałym człowiekiem, była otwarta, kochała wszystkich. I dlatego ludzie tak ją lubili i przychodzili do niej po pomoc, gdy byli w kłopocie - wspomina Bogumiła Kijowska. - A ona zawsze pomagała, jeśli tylko mogła. Do końca była otoczona młodymi osobami, 30-, 40-letnimi. Nie czuło się między nimi dużej różnicy lat. Kaja chciała, żeby mówiły jej na „ty”. Mnie też na to pozwalała, choć była moją stryjenką. Nigdy nie była zrzędliwa, na nic nie narzekała, nie było w niej złośliwości, jaką czasem mają ludzie starsi. Do końca cieszyła się życiem, mężem i synem.

Ostatni raz obie panie rozmawiały pod koniec września.

- To było niewiele ponad tydzień przed jej śmiercią. Odwiedziłam Kaję w szpitalu. Wciąż widziałam w niej ten charakterystyczny błysk w oku. Ale ona czuła, że odchodzi. Poprosiła tylko, żebym się modliła za jej najbliższych - wspomina Bogumiła Kijowska.

Przeczytaj także:



Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gp24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.