Milicyjne życie piłkarzy Gryfa Słupsk: gwardyjski pion, II- i III - ligowy poziom

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Rafał Szymański

Milicyjne życie piłkarzy Gryfa Słupsk: gwardyjski pion, II- i III - ligowy poziom

Rafał Szymański

Gryf Słupsk od 1964 roku do 1990 r. podlegał pionowi gwardyjskiemu. Jego sponsorem była milicja. Obywatelska z nazwy, komunistyczna z nadania. Jak się z tym żyło?

W 1964 r. Gryf Słupsk, działający przy Fabrykach Mebli, połączył się z Gwardią, klubem istniejącym przy Szkole Milicji mieszczącej się przy ul. Kilińskiego. Zmieniła się nazwa: Zjednoczony Gwardyjski Klub Sportowy Gryf. Działaczami w poszczególnych sekcjach, oprócz cywilnych osób, byli przede wszystkim delegowani tam milicjanci. Przede wszystkim ze Szkoły Milicji. Miało to wpływ na postrzeganie klubu przez kibiców, szczególnie z innych miast, szczególnie w najbardziej popularnej dyscyplinie - piłce nożnej.

Gryf z Lechią czy Czarni?

W grudniu 1970 r. Szkoła Milicji w Słupsku brała udział w tłumieniu zamieszek robotników i stoczniowców w Gdyni i Gdańsku. Kilka tygodni po zamieszkach słupscy piłkarze w ramach przygotowań do rundy wiosennej sezonu 1970/1971 w piłkarskiej III lidze zostali zaproszeni na sparing przez biało-zielonych z Lechii Gdańsk. Wtedy nawet sparingi cieszyły się wśród kibiców dużym zainteresowaniem i na takie spotkania mogła przyjść publiczność liczona w setkach, a nawet w tysiącach. Nie było innych rozgrywek w Gdańsku, szczególnie na początku 1971 roku. Dopiero na etapie informowania trójmiejskiej prasy któryś z działaczy Lechii zorientował się, jakie poruszenie wśród kibiców biało-zielonych, złożonych przede wszystkim przecież ze stoczniowców, może wywołać informacja o ich meczu z Gryfem, klubem milicyjnym ze Słupska. Przecież jeszcze niedawno funkcjonariusze (jak śpiewano w piosence „Janek Wiśniewski padł” - „Krwi się zachciało słupskim bandytom”) strzelali na ulicach Trójmiasta! Dlatego do Gdańska wyjechał Gryf, ale miejscowe gazety pisały o sparingu, że z Lechią zmierzyli się Czarni. Mecz odbył się na stadionie przy ul. Traugutta, na trybunach zasiadło ponad dwa tysiące widzów, którzy zmarznięci dopingowali Lechię, tupiąc nogami w beton. Gospodarze wygrali z Gryfem, nazywanym na potrzeby tego spotkania Czarnymi, 4:1.

Pięściami do autobusu

Podobne sytuacje na styku Słupsk - Trójmiasto zdarzały się jeszcze kilka razy w historii Gryfa. Wiosną 1981 r. słupski klub miał zagrać spotkanie w Gdańsku z Gedanią. Piłkarze pojechali do Trójmiasta dzień wcześniej. W drodze ulegli wypadkowi. Autobus miał stłuczkę z tramwajem, między Gdańskiem Oliwą a Gdańskiem Wrzeszczem. Spotkanie zostało odwołane, a po piłkarzy trzeba było wysłać nowy autobus. W Gryfie nie było akurat innego. Wysłano pojazd ze szkoły milicji. Cywilny, ale na milicyjnych tablicach rejestracyjnych. Była wiosna 1981 roku, dla wielu ludzi w Trójmieście milicja kojarzyła się z komunistycznym reżimem. Dlatego biedny kierowca, jadący przez Gdynię, musiał naoglądać się przechodniów, którzy na widok autobusu wymachiwali do niego pięściami.

Gryf Słupsk w Gdańsku z Lechią zagrał jako Czarni Słupsk. To był ewenement

Kamieniami w Gryfa

Piłkarze i kibice Gryfa wracali jednym pojazdem z meczu II ligi Stoczniowiec Gdańsk - Gryf jesienią 1981 r. Słupszczanie zremisowali 0:0, cieszyli się z jednego punktu (wtedy jeszcze za zwycięstwo przyznawano tylko dwa). Już wyjeżdżając ze stadionu, na którym nie było na widowni za dużo ludzi, autobus został obrzucony kamieniami. Czy jednak lądujący na dachu drobny gruz był wymierzony w siedzących obok piłkarzy fanów Gryfa czy w klub kojarzony z milicją zostanie zagadką rzucających.

Druga część artykułu na kolejnej stronie

Ulotki Arki

W rundzie wiosennej 1982/1983 pierwszy mecz przed własną publicznością w II lidze gryfici grali z Arką Gdynia. Po inauguracyjnym remisie w Szczecinie ze Stalą Stocznia 0:0, apetyty na utrzymanie rozbudziły się na nowo. Mecz z Arką miał się odbyć w niedzielę o godz. 11 na stadionie 650-lecia przy ul. Madalińskiego. Kibice Arki przyjechali wcześniej, rannym pociągiem przybywającym do miasta nad Słupią już około godz. 8. Stamtąd udali się na stadion. Na pustym jeszcze obiekcie rozrzucili ulotki mówiące o podziemnej Solidarności. Mieli przekonanie, że dotrą one do przybywających na spotkanie słupszczan. Jednak o akcji gdynian szybko dowiedziały się służby porządkowe i jeszcze przed meczem, zanim na trybuny stadionu wpuszczono ludzi, ulotki zostały uprzątnięte. Kibice Arki mimo to mieli satysfakcję. Ich zespół pokonał gryfitów 2:1, chociaż do przerwy przegrywał 0:1.

Gryf to ZOMO

Zmarły niedawno Tadeusz Jakubowicz, asystent Tadeusza Wanata, w II lidze szkoleniowca Gryfa, wspominał, że słupska drużyna jako klub milicyjny nie była lubiana. Gdy przed meczem BKS Bielsko Biała - Gryf Słupsk wszedł do szatni sędziów przywitać się, usłyszał od nich gorzkie słowa: „Gryf nie ma szans, bo oni nie lubią zomowców.” Jakubowicz opuścił pomieszczenie, a Gryf przegrał 1:4. W tym spotkaniu ważyły się szanse słupskich trójkolorowych na awans do I ligi.

Smolarek chciał gazu

Były i złe strony, były i lepsze. W przerwie letniej w 1982 r. ze Słupska do Widzewa Łódź odchodził Mirosław Kuniczuk. W ramach rozliczenia Widzew, wtedy mistrz Polski, przyjechał do Słupska rozegrać mecz towarzyski. Piłkarze z Łodzi byli zakwaterowani w ośrodku milicyjnym w Ustce Uroczysku. Przy kierowcy wiozącym widzewiaków ze Słupska do Ustki usiadł Włodzimierz Smolarek. Demon szybkości, nie tylko na boisku. Prowokował kierowcę do szybszej jazdy, niż pozwalały na to przepisy. Przed Włynkówkiem przed mostem na Słupi jest zakręt z ograniczeniem prędkości od strony Słupska najpierw do 70, potem do 50 km/h. Smolarek chciał sprawdzić nerwy kierowcy i podpuszczał, aby nie zwalniać i nie stosować się do znaków. - Jesteście z milicji, nikt was nie zatrzyma - namawiał szofera.

Rezerwy za kratami

Drugi zespół Gryfa często korzystał z pojazdów udostępnianych przez Szkołę Milicji. Dlatego do Lęborka, Bytowa czy Kępic rezerwy wjeżdżały milicyjną ciężarówką, okratowaną budą, zwaną popularnie lodówką. - Miejscowi kibice śmiali się, że złodzieje przyjechali, bo milicja nas przywiozła - mówi jeden z grających wtedy w Gryfie zawodników.

Rafał Szymański

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gp24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.