Na wnuczka, na policjanta, na lekarza... Czyhanie na naiwnych, czyli oszuści w akcji

Czytaj dalej
Fot. Glos Wielkopolski
Dorota Kowalska

Na wnuczka, na policjanta, na lekarza... Czyhanie na naiwnych, czyli oszuści w akcji

Dorota Kowalska

Oszuści działają zazwyczaj tak samo: podszywają się pod znajomych, rodzinę, pod policjanta czy prokuratora. Opowiadają zmyśloną historię. Popędzają, młody wpadnie w popłoch, co dopiero staruszek. Mają tylko jeden cel: wyciągnąć od nas pieniądze.

Nagły telefon i pełen trwogi głos w słuchawce: „Pani wnukowi…” - i tu trzeba dopowiedzieć sobie historię, bo wnukowi mogło przydarzyć się praktycznie wszystko: chociaż najczęściej miał po prostu fatalny wypadek samochodowy i żeby uniknąć odpowiedzialności potrzebne są pieniądze. Natychmiast!

Do starszych, zazwyczaj samotnych ludzi dobijają się także „policjanci”, a przynajmniej osoby, które się za nich podają. „Oszuści zadzwonili do starszej pani kilka tygodni temu. Podali się za policjantów i poinformowali, że środki finansowe kobiety są zagrożone. Musi je wypłacić z banku i przekazać funkcjonariuszom. Kobieta zmanipulowana przez przestępców w sumie wypłaciła z kilku lokat swoje oszczędności i przekazała rzekomym funkcjonariuszom blisko 220 tysięcy złotych. Niestety dopiero po fakcie seniorka zorientowała się, że padła ofiarą przestępstwa i powiadomiła o tym prawdziwych policjantów” - takich informacji na policyjnych portalach są dosłownie dziesiątki. Nie dotyczą wyłącznie stolicy, ale całej Polski.

Tylko 29 stycznia dyżurny zamojskiej komendy otrzymał trzy zgłoszenia od mieszkanek Zamościa o próbach wyłudzeń pieniędzy metodą na „wnuczka” i „policjanta”. W każdej z tych historii scenariusz jest bliźniaczo podobny. Na stacjonarny numer telefonu dzwonił mężczyzna podający się za członka rodziny i prosił o gotówkę. Pieniądze, jak przekonywał rozmówca, potrzebne były na załatwienie spraw związanych z uniknięciem odpowiedzialności za spowodowany wypadek drogowy. Uwiarygodnieniem oszukańczych opowieści miała być rozmowa z osobą podającą się za policjantkę, która włączała się w dyskusję.

Oczywiście oszuści nie próżnują i wciąż udoskonalają swoje metody „pracy”, świadomi, że policjanci ostrzegają w mediach przed takimi jako oni, więc sprawdzone, aczkolwiek lekko już ograne sposoby wyciągania gotówki od nieostrożnych ulegają ciągłym modyfikacjom i udoskonaleniom.

I tak do starszej kobiety z Warszawy zadzwonił kilka dni temu mężczyzna, który podawał się za listonosza. Miał dla niej ważną przesyłkę. Kilka chwil później zadzwonił ktoś zupełnie inny podający się za policjanta Centralnego Biura Śledczego.

- Ten ktoś powiedział mamie, że listonosz to oszust, którego oni, śledczy, podsłuchują. Ale nie skończył swojej historii, bo mama krzyknęła do mojej siostry, że znowu ktoś dzwoni, ale tym razem podaje się za policjanta - opowiada mieszkaniec stolicy. „Agent CBŚ”, oczywiście, błyskawicznie się rozłączył.

Do innego z mieszkańców Warszawy zadzwonił mężczyzna, który przedstawił się z imienia, nazwiska oraz z pełnionej funkcji „prokuratora” nadzorującego prowadzoną właśnie akcję. „Prokurator” ostrzegł przed oszustami, którzy usiłują właśnie wkraść się na konto 85-latka. Podał również pełną instrukcję, w jaki sposób mężczyzna ma zabezpieczyć swoje pieniądze. A jedyną bezpieczną metodą uratowania oszczędności emeryta było wpłacenie ich na podane przez niego konto. „Prokurator” w trosce o bezpieczeństwo mężczyzny nie pozwolił mu się rozłączyć do czasu zakończenia akcji. Oszust był tak przekonywujący, że 85-latek udał się do banku, wypłacił 30 tys. zł, cały czas utrzymując kontakt telefoniczny z oszustem i przesłał pieniądze przekazem pocztowym na wskazane konto. Wtedy „prokurator” poprosił mężczyznę o kolejną kwotę, w celu wsparcia akcji zatrzymania oszustów. Kiedy starszy mężczyzna powiedział, że nie ma więcej oszczędności, ten zasugerował mu wzięcie w tym celu pożyczki. Starszy pan będąc przekonanym, że pomaga w policyjnej akcji złożył wniosek o przyznanie mu 26 tys. zł kredytu. Tym razem jednak czujność i wzorowa postawa pracownika jednego z banków spowodowała, że do akcji wkroczyli mokotowscy kryminalni, a pokrzywdzony nie przelał sprawcom kolejnych pieniędzy. Tak, takie historie naprawdę się zdarzają.

Policjanci natychmiast zajęli się sprawą. Monitorowali przepływ pieniędzy. Bardzo szybko ustalili, że gotówka została wypłacona w jednym z banków na terenie województwa lubelskiego. Wtedy do akcji wkroczyli miejscowi funkcjonariusze. Na terenie Lublina zatrzymali 25-letniego Rafała B. Mężczyzna został przetransportowany do komendy do Warszawy, gdzie usłyszał zarzuty oszustwa.

Z kolei w Tychach kobiety podające się za policjantki, weszły do mieszkań kilku osób, zabrały im karty kredytowe wraz z PIN. Starsi ludzie dali sobie wmówić, że ktoś może wyłudzić z nich pieniądze, a panie, które ich odwiedziły, chcą temu zapobiec.

Metoda „na lekarza”, jak pisze „Dziennik Gazeta Prawna” także doskonale się sprawda. Tu najpierw starszą osobę wizytuje podstawiony pracownik ZUS, który ma zweryfikować jakieś dokumenty. Następnie dzwoni do „lekarza”, by ten zbadał seniora - rzekomo po to, by sprawdzić, czy jest szansa na wyższy zasiłek. Gdy dochodzi do „badań”, fałszywy pracownik ZUS rabuje kosztowności.

Policja opisuje takie przypadki, ostrzega. Ale żeby była jasność, oszuści działają nie tylko nad Wisłą, w Niemczech i Austrii proceder ten osiągnął skalę niemal przemysłową. W połowie stycznia polska policja rozbiła szajkę Chińczyków, zatrzymano ich dokładnie czterdziestu ośmiu, którzy postanowili skorzystać z europejskich doświadczeń. Przy okazji zatrzymań, okazało się, że jedna z polskich celebrytek może być zamieszana w sprawę. W jej domu znaleziono karabin maszynowy, dubeltówkę i 100 tysięcy złotych w gotówce.

W Polsce, chińscy przestępcy założyli swego rodzaju biura „call center”.

W dalszej części tekstu m.in.:

Frątczak spotkał się w Berlinie z jednym z poszkodowanych. Jak opowiadał, jedna rozmowa telefoniczna wystarczyła, by został okradziony z oszczędności całego życia. W sierpniu 2013 roku ktoś zadzwoni do niego na telefon stacjonarny. To miał być syn, któremu rzekomo zabrakło pieniędzy w trakcie licytacji w domu aukcyjnym.

Pozostało jeszcze 59% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gp24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.