Bogumiła Rzeczkowska

Ojciec uniewinniony od zabójstwa syna

Ojciec uniewinniony od zabójstwa syna
Bogumiła Rzeczkowska

Sąd stwierdził, że bez wątpienia mamy do czynienia z obroną konieczną. Według sądu, atakowany ojciec przed gołymi pięściami syna miał prawo obronić się scyzorykiem, bo sam mógł zginąć.

Do zdarzenia doszło 8 października ubiegłego roku. W jednym z mieszkań w Główczycach 39-letni syn zaczął wyzywać wulgarnie ojca, a następnie go bić pięściami. Do takich awantur dochodziło wielokrotnie, a wszczynał je pijany syn. Tamtego dnia miał 3,57 promila alkoholu we krwi. Ojciec także wypił, ale długo nie reagował, ani na zaczepki słowne, ani na ciosy pięściami w twarz i po całym ciele. Syn jednak zaczął tłuc ojca. Stefan N. wtedy nie wytrzymał. Jak sam stwierdził:
– Poniosło mnie.

Wyciągnął z kieszeni scyzoryk do obierania grzybów i zadał nim synowi cios od dołu. Z uwagi na fakt znacznej różnicy wzrostu, bo syn mierzył ponad 190 cm, trafił prosto w serce. Szybko wezwał pomoc, ale syn nie miał szans na przeżycie. Andrzej N. zmarł po kilku minutach.

Stefan N. został aresztowany. Prokuratura Rejonowa w Słupsku oskarżyła go o zabójstwo z zamiarem bezpośrednim.
Przed sądem oskarżająca w sprawie prokurator Renata Krzaczek-
-Śniegocka zażądała o wymierzenie Stefanowi N. kary 13 lat pozbawienia wolności. Jednak sąd stwierdził, że była to obrona konieczna, do której ma prawo każdy człowiek, gdy atakowane jest jego zdrowie czy życie.

„Z punktu widzenia prawnego oskarżony o zabójstwo nie jest winny"

Sędzia Agnieszka Niklas-Bibik zwróciła uwagę na fakt, że Europejska Konwencja Praw Człowieka w sytuacjach obrony przed przemocą nawet nie przewiduje, jak polski Kodeks karny, przekroczenia granic obrony koniecznej. – Ale tu nie było przekroczenia tych granic – uzasadniła sędzia.

Stefan N., który przesiedział w areszcie siedem miesięcy, wyszedł z sali rozpraw jako wolny człowiek.

– Jestem bardzo zadowolony, że sąd podjął taką decyzję – powiedział „Głosowi”. – Żałuję tego, co się stało. Bardzo żałuję. Dziękuję wysokiemu sądowi, rodzinie, sąsiadce. Co będzie dalej? Będę myślał, jak wrócę do domu.

Na wsparcie rodziny i sąsiadów oskarżony mógł liczyć już w trakcie procesu. Choć w sprawie nie było naocznych świadków, zeznania bliskich, opisujące życie rodziny N., także przyczyniły się to rozstrzygnięcia.
Wyrok nie jest prawomocny. Prokuratura zapowiada złożenie odwołania.

Artykuł 25, paragraf 1 Kodeksu karnego mówi o tym, że nie popełnia przestępstwa osoba, która w obronie koniecznej odpiera bezpośredni, bezprawny zamach na jakiekolwiek dobro chronione prawem. Na tej podstawie Sąd Okręgowy w Słupsku uniewinnił wczoraj Stefana N. z Główczyc, który odpowiadał za zabójstwo swojego syna Andrzeja. Mężczyzna został aresztowany w październiku ubiegłego roku po tym, gdy podczas długiej awantury domowej wbił scyzoryk w serce syna. W tej sprawie jedynym naocznym świadkiem był sam oskarżony, bo jego syn zmarł. Stefan N. wrócił do domu po trzech tygodniach. Często wychodził z domu na dłużej, bo syn był agresywny i groził mu śmiercią. Wtedy zatrzymywał się u znajomych. 8 października przygotowywał sobie posiłek, rozpalił w piecu. Zaczęła się awantura. Syn miał 3,57 promila, ojciec też nie był trzeźwy. Jednak sąsiadka słyszała tylko wrzaski Andrzeja N.

– Oskarżony chciał zlekceważyć napaść słowną i fizyczną ze strony syna – opisywała przebieg zdarzeń sędzia Agnieszka Niklas-Bibik, podkreślając, że to nie była pierwsza taka sytuacja. – Córka w zeznaniach opisała, jak wyglądało życie Stefana N. w tej rodzinie. To ofiara była napastnikiem! Początkowo ojciec nie bronił się przed agresją syna. – Nie reagował na wyzwiska, na pobicie, na rzucanie po ścianie – kontynuowała sędzia.

– Syn zaczął tłuc ojca tak, że ten miał ślady na twarzy i grzbiecie. Wtedy Stefana N. – jak to określił – poniosło.

– Zaczął się bronić i podjął skuteczną obronę – mówiła sędzia. – Jedynym sposobem – scyzorykiem, który miał w kieszeni spodni do obierania grzybów. Nie miał żadnych innych narzędzi. Nawet nie sięgnął po nóż, którym przygotowywał sobie posiłek. Zadał cios od dołu. Tak się zdarzyło, że prosto w serce. Czy mógł w taki sposób się bronić? Stanowisko sądu jest jednoznaczne. Sąd rozważał, czy oskarżony, używając scyzoryka, przekroczył granice obrony koniecznej. Jednak użycie w tych okolicznościach takiego narzędzia nie jest przekroczeniem jej granic. Każdy ma prawo bronić się przed atakiem. A w tym przypadku zagrożone było zdrowie, a nawet życie. Oskarżony podjął decyzję, z którą będzie musiał borykać się do końca życia. Z punktu widzenia prawnego nie jest winny.

Bogumiła Rzeczkowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gp24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.