Pilot odpiera atak biegłego w sądzie

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Capar
Bogumiła Rzeczkowska

Pilot odpiera atak biegłego w sądzie

Bogumiła Rzeczkowska

Po prawie trzech latach od katastrofy śmigłowca w Czystej zakończył się proces. Prokuratura chce kary w zawieszeniu.

Wczoraj słupski sąd rejonowy zakończył sprawę 60-letniego Amerykanina Marka B. oskarżonego o spowodowanie katastrofy śmigłowca w Czystej.

Proces już raz zakończył się wiosną ubiegłego roku. Jednak sąd wznowił go, by zasięgnąć uzupełniającej opinii biegłego. Emerytowany amerykański doświadczony pilot wojskowy, mieszkający pod Darłowem, odpowiada za zdarzenie, do którego doszło 1 maja 2014 roku. Wtedy w Czystej zgasły oba silniki śmigłowca Mi-2. Śmigłowiec zaczął spadać, ale siedem osób, w tym dwoje dzieci, ocalało. Właściciel śmigłowca, 68-letni Jan G. w odrębnym postępowaniu dobrowolnie poddał się karze pół roku więzienia w zawieszeniu na cztery lata za to, że był świadomy stanu technicznego maszyny, ale dopuścił do lotu, narażając tym samym pasażerów na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. I obciążył Marka B. Słupska prokuratura rejonowa oskarża Amerykanina, że jako pilot bez wymaganych polskich licencji sterował niezdatnym do lotów śmigłowcem, z licznymi usterkami, nie przestrzegając przepisów dotyczących ruchu lotniczego. W ten sposób miał naruszyć umyślnie zasady bezpieczeństwa w ruchu powietrznym, powodując obrażenia u pasażera.

- Zarejestrować można tylko statek powietrzny sprawny technicznie. Ten statek nie został zarejestrowany ze względu na fakt, że nie był sprawny. Całkowicie - mówił biegły.

Prokurator Beata Borzemska zażądała półtora roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na pięć lat i 1,2 tysiąca złotych grzywny. Obrońca Krystian Kasperski - uniewinnienia. Mark B. twierdzi, że był tylko pasażerem, a miejsce dowódcy zajmował właściciel.

Gdy zgasły oba silniki, to Amerykanin doprowadził do autorotacji, wybierając miejsce przymusowego, ale szczęśliwego lądowania. I nikt nie zginął.

- Przejąłem kontrolę tego statku powietrznego i wykonałem najbardziej bezpieczne lądowanie - zapewniał, nie kryjąc emocji. - Wykonałem swój obowiązek, żeby uratować życie ludzi, a biegły czyni mnie odpowiedzialnym. Mark B. uznał opinię biegłego za obraźliwą i uwłaczającą mu.

Bogumiła Rzeczkowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gp24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.