Toczydełko z BMW i trójkołowiec z Messerchmitta. Gdzie? W Szczecinie

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Szkocki
Marek Jaszczyński

Toczydełko z BMW i trójkołowiec z Messerchmitta. Gdzie? W Szczecinie

Marek Jaszczyński

Mikrosamochody powstawały w latach 50. XX wieku. Dwa wyremontowane unikatowe pojazdy tego typu można oglądać w muzeum techniki.

W latach pięćdziesiątych XX wieku niemieckie firmy lotnicze, jak Messerschmitt czy Heinkel, zostały zmuszone do przestawienia się z produkcji lotniczej na lądową i cywilną. - Złożyło się na to kilka przyczyn: zakaz produkcji samolotów bojowych wydany po wojnie przez zwycięskie mocarstwa, braki materiałów, wreszcie popyt na niewielkie pojazdy często wykorzystywane jako inwalidzkie - wyjaśnia Jacek Ogrodniczak z Muzeum Techniki i Komunikacji Zajezdnia Sztuki w Szczecinie.

Trójkołowy tandem a’la samolot

Przykładem mikroauta jest Kabinenroller (dosłownie: skuter z kabiną) - messerschmitt KR200. Trzykołowiec zwraca uwagę nietypową sylwetką, przypominającą kadłub samolotu. Do wnętrza wchodzi się po uniesieniu kabiny. Siedzenia są w układzie tandem: z przodu kierowca, za nim pasażer. Kierownica przypomina wolant z samolotu.Użytkownicy narzekali na jedno: kopuła z tworzywa sztucznego dawała doskonałą widoczność, ale przy słonecznej pogodzie wnętrze pojazdu zamieniało się w gorącą saunę.

Konstruktorem trójkołowca był Fritz Fend, główny inżynier i jednocześnie zarządca fabryki. Pierwszym jego mikrosamochodem był messerchmitt KR 175.

Produkcja tego autka z dwusuwowym silnikiem o pojemności 175 cm sześc. rozpoczęła się w 1952 r. Trzy lata później pojawił się model KR 200 z silnikiem o pojemności 191 cm sześc. Nowy model miał także ulepszone zawieszenie i hamulce. W drugiej połowie lat 50. Fend wykupił od fabryki prawa do produkcji messerchmitta i produkował go do 1964 roku. Szczeciński „messer”, zachowany w bardzo dobrym stanie, pochodzi z kolekcji Leszka Liszewskiego. Odpala i jeździ. Na folderach reklamowych pojazd był reklamowany jako trzymiejscowy: z tyłu mogła bowiem siedzieć osoba dorosła z dzieckiem. Dodajmy, że był tani w eksploatacji, co po wojnie było szczególnie ważne. Spalał trochę ponad 3 l paliwa na 100 km. A przy tym miał sportowe ambicje. W 1955 roku pobił 22 rekordy prędkości w jeździe 24- godzinnej, osiągając nawet średnią prędkość przejazdu w ciągu doby na poziomie 103 km/h.

Messerschmitt na polskich drogach

Mamy też polski wątek w dziejach messerschmitta KR 200. Polacy, którzy przymierzali się do produkcji bądź importu mikrosamochodów, poddali go testom w Zakładzie Badań Pojazdów Instytutu Transportu Samochodowego w Warszawie. Na przełomie lat 1956/1957 testowane autko przejechało 2396 km.

- Polscy eksperci nieźle ocenili pracę silnika. Ich wrażenie szeroko opisał tygodnik „Auto Moto Sport”: „Dwusuwowy silnik marki Fichtel i Sachs pozwala na stosowanie niskooktanowego paliwa. Silnik ten pracuje najlepiej przy dużej liczbie obrotów. Poniżej 200 obr./min praca silnika staje się nierówna i niestateczna. Dlatego też na IV biegu szybkość minimalna jest stosunkowo duża, bo wynosi aż 40 km/godz. Rozruch silnika jest łatwy, zużycie paliwa kształtuje się korzystnie. Nieprzyjemna natomiast jest hałaśliwość silnika, zwłaszcza przy otwartej klapie ogrzewania. Radia można słuchać tylko na dalszych trasach podczas jazdy na IV biegu.”

- Eksperci chwalili lotniczy wolant, dzięki któremu mikrosamochód był zwrotny i pewny w prowadzeniu - dodaje Jacek Ogrodniczak.

- Ba, uznali nawet, że trójkołowiec był stateczny nawet podczas jazdy po oblodzonej jezdni. Fachowcy z instytutu nie byli natomiast zgodni z dziennikarzami tygodnika co do łatwości wsiadania do autka. „Dach tworzący jedną całość z drzwiami otwiera się do góry tak, że wsiadanie i wysiadanie jest bardzo niewygodne” - pisał tygodnik.

Eksperci stwierdzili jednak, że właśnie dzięki otwieraniu kabiny do góry wejście do autka nie sprawiało im trudności. W Messerschmitcie powstało ponad 10 tysięcy sztuk modelu KR 175 i niespełna 40 tysięcy modelu KR 200. Sporo, bo aż 6800 tych ostatnich, trafiło do Wielkiej Brytanii. Pojedyncze egzemplarze jeździły także w Polsce. Szacuje się, że przetrwało około 160 tych trójkołowców.

BMW, czyli bańka albo toczydełko

- Pramatką mikrosamochodów była włoska isetta. Skonstruowali ją w 1952 roku włoscy inżynierowie Ermenegildo Preti i Pierluigi Raggi. Produkowana była w fabryce lodówek i skuterów Iso. Autko pokazane po raz pierwszy podczas Salonu Samochodowego w Turynie w 1953 roku olśniło gości. Nigdy nie widzieli podobnego toczydełka - opowiada Jacek Ogrodniczak.

- Autko mieściło dwie osoby, przestrzeń z tyłu była przeznaczona na bagaż i koło zapasowe. Isetta miała cztery koła, ale tylne były umieszczone tak blisko siebie, że niekiedy pojazd klasyfikowano jako trójkołowiec. Kształt autka nawiązywał do kropli wody czy też bańki mydlanej. Toczydełko szybko dorobiło się przydomka: bubble car (samochód-bańka). Brezentowy dach miał umożliwić ewakuację w razie wypadku. No i te drzwi, będące jednocześnie przednią maską.

Całość napędzał silniczek o pojemności 236 cm. Autko było urocze i ekonomiczne, a właściciel firmy Iso Renzo Rivolta sprzedawał licencje na prawo i lewo. Isettę szybko zaczęto produkować w Brazylii, Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Belgii, Francji, no i w Niemczech.

Licencję na isettę kupiło także BMW. Firma pogrążona była w kryzysie, głównie przez nastawienie produkcji podczas II wojny światowej na silniki lotnicze. W połowie lat 50. XX wieku produkowała tylko jeden model luksusowego samochodu, który zresztą przynosił straty. BMW-Isetta zadebiutowała w 1955 roku. Po kilku latach BMW produkowało mikrosamochody już pod własną marką.

- Do tej serii należy autko prezentowane w naszym muzeum. Niemcy starali się usunąć najpoważniejsze wady nękające wszystkie mikrosamochody. Późniejsze modele miały już nowe silniki BMW, osprzęt elektryczny Boscha i lampy Hella. Autko dostało przesuwane okienka. Zmorą większości bubble car była duchota. Małe wnętrze błyskawicznie się nagrzewało, a pierwsze mikrosamochody nie miały otwieranych okien - mówi muzealnik.

- Wreszcie autko BMW stanęło na czterech, normalnie rozstawionych kołach. Trójkołowce były wywrotne i przesadnie wrażliwe na wyboje. Mikrosamochód BMW był też większy. Dzięki temu można było dołożyć drugi rząd siedzeń. Aby ułatwić dostęp do tyłu, wstawiono boczne drzwi. Do czteroosobowego BMW wsiadało się w miarę wygodnie z przodu i tyłu. Niemiecka firma wyprodukowała prawie 35 tysięcy tych samochodzików.

I znowu, jak w przypadku messerschmitta KR200, toczydełko zainteresowało polskich konstruktorów. Na przełomie 1956 i 1957 roku Instytut Transportu Samochodowego w Warszawie przeprowadził testy bmw-istetty z silnikiem 300 cm sześc. Włosko-niemiecki samochodzik przejechał po polskich drogach 3140 km.

Polscy eksperci chwalili niewielkie zużycie paliwa, bezproblemową jazdę pod górkę, przyspieszenie. Autko nieźle spisywało się także poza miastem: „Dzięki dobrym własnościom dynamicznym Isetta umożliwiała, w przeciętnych warunkach drogowych, na uzyskiwanie stosunkowo wysokich, dochodzących do 75 km/h przeciętnych prędkości podróżnych.”

O dziwo, testujący uznali, że komfort jazdy isettą był zadowalający: „Dzięki oryginalnemu rozwiązaniu drzwi, jako otwieranej przedniej ściany nadwozia, wsiadanie i wysiadanie z samochodu było wygodne. Wymiary wnętrza umożliwiały zupełnie swobodne przemieszczanie się dwóch dorosłych osób wraz z ręcznym bagażem przy zapewnieniu pełnej swobody ruchów dla kierowcy. Rozmieszczenie przyrządów kierowniczych i kontrolnych było celowe i wygodne”.

Marek Jaszczyński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.