Tomasz Kaczmarek, czyli spowiedź skruszonego „agenta Tomka”

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Gałasiński
Dorota Kowalska

Tomasz Kaczmarek, czyli spowiedź skruszonego „agenta Tomka”

Dorota Kowalska

Był chyba jednym z najbardziej znanych agentów CBA, potem politykiem i celebrytą. Dzisiaj oskarża swoich byłych szefów i znowu trafia na pierwsze strony gazet.

Tomasz Kaczmarek ma kłopoty, ale wydaje się, że nie tylko on. Jego byli przełożeni - Mariusz Kamiński, koordynator ds. służb specjalnych i jego zastępca Maciej Wąsik, też chyba nie mogą spać spokojnie.

W reportażu „Superwizjera” Kaczmarek, czyli słynny agent Tomek, oskarża ich o naciski mające fałszywie obciążyć Jolantę i Aleksandra Kwaśniewskich.

„Miałem wytworzyć przeświadczenie, że dom w Kazimierzu Dolnym należy do Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich. (…) Nigdy takiego materiału dowodowego nie powziąłem (…) Moje notatki i złożone zeznania są efektem nacisków ze strony moich byłych przełożonych (…) Mariusza Kamińskiego oraz Macieja Wąsika” - zeznał Tomasz Kaczmarek podczas konfrontacji z jednym ze świadków w Centralnym Biurze Antykorupcyjnym, do tych zeznań dotarli dziennikarze „Superwizjera”. Zresztą, swoje słowa agent powtórzył przed kamerą.

Za działania dotyczące tzw. willi Kwaśniewskich Kaczmarkowi przedstawiono zarzuty przekroczenia uprawnień już w 2014 r., ale sąd cofnął prokuraturze akta do uzupełnienia i prokuratura tę sprawę umorzyła dwa lata później.

Ustalenia dziennikarzy i słowa Kaczmarka ostro komentują politycy opozycji. „Ten materiał jest wstrząsający. Służbami specjalnymi rządzą psychopaci, którzy fabrykują dowody przeciw przeciwnikom politycznym. Dymisje i niezależne dochodzenie natychmiast” - napisał na Twitterze Sławomir Nitras. Radosław Sikorski też nie miał litości. „PiS-owska bolszewia zniszczyła Leppera, próbowała zniszczyć Kwaśniewskich. To nie może pozostać bezkarne” - stwierdził.

Klub parlamentarny Lewicy zapowiedział, że złoży wniosek o wotum nieufności wobec ministra Mariusza Kamińskiego.

Czy rewelacje agenta Tomka zaskakują?

Metody pracy CBA za pierwszych rządów Mariusza Kamińskiego od lat wzbudzały kontrowersje: głośno zaczęło się mówić o naginaniu prawa przez funkcjonariuszy biura, a 6 października 2009 r. prokurator Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie przedstawił mu zarzuty m.in. przekroczenia uprawnień i popełnienia przestępstw przeciwko wiarygodności dokumentów w związku z tzw. aferą gruntową. W marcu 2015 r. Mariusz Kamiński został przez sąd I instancji uznany za winnego przekroczenia uprawnień i nieprawomocnie skazany na karę 3 lat pozbawienia wolności. Na prawicy zawrzało, pod adresem sądu i konkretnego sędziego padło wiele mocnych słów, ale po drodze przyszły wybory prezydenckie, które wygrało Prawo i Sprawiedliwość, bo Andrzej Duda był kandydatem tej partii w wyścigu do Pałacu Prezydenckiego. Jedną z pierwszych decyzji nowego prezydenta było ułaskawienie Kamińskiego, które wzbudziło zresztą sporo kontrowersji.

W 2010 r. Paweł Wojtunik, nowy szef CBA, następca Kamińskiego, złożył zawiadomienie do Prokuratora Generalnego o podejrzeniu nadużycia władzy i nielegalności działań operacyjnych, prowadzonych przez CBA za czasów Kamińskiego. Chodzi właśnie o słynną operację, podczas której biuro chciało udowodnić Aleksandrowi Kwaśniewskiemu nielegalne pochodzenie jego domu w Kazimierzu.

Cztery lata później Sejm głosował nad pozbawieniem Kamińskiego immunitetu. Wnioskowała o to prokuratura - śledczy chcieli postawić Kamińskiemu zarzut przekroczenia uprawnień w czasie, gdy kierował CBA. Chodziło o sprawę Weroniki Marczuk i byłego prezesa Wydawnictw Naukowo-Technicznych Bogusława Seredyńskiego oraz osławionej już willi w Kazimierzu Dolnym.

Słowa agenta Tomka, dla osób znających sprawę i niezbyt ceniących sobie metody pracy Mariusza Kamińskiego, wcale nie muszą być zaskoczeniem. Zaskakuje za to fakt, że jeden z najbliższych współpracowników obecnych szefów służb specjalnych rzuca pod ich adresem oskarżenia.

Politycy PiS oczywiście bagatelizują sprawę. Mówią o zemście człowieka, który sam ma problemy. Mariusz Kamiński zwrócił się nawet do prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry o przekazanie opinii publicznej materiałów zgromadzonych w śledztwie dotyczącym „willi Kwaśniewskich” w Kazimierzu Dolnym. „Jednocześnie informuję, że wersja wydarzeń przedstawiana obecnie w mediach przez Tomasza Kaczmarka jest nieprawdziwa, a złożone przez niego w grudniu 2019 r. zeznania są fałszywe. Są one sprzeczne nie tylko z wcześniejszymi zeznaniami składanymi pod groźbą odpowiedzialności karnej w prokuraturze oraz przed sądem, ale także z wielokrotnie prezentowaną przez niego publicznie wersją wydarzeń. Przypominam, że w listopadzie 2019 r. Tomaszowi Kaczmarkowi prokuratura postawiła szereg zarzutów karnych dotyczących wielomilionowych oszustw finansowych w tzw. aferze stowarzyszenia Helper. W opinii Ministra Koordynatora zmiana zeznań Tomasza Kaczmarka w sprawie „willi Kwaśniewskich” jest podyktowana sytuacją procesową byłego funkcjonariusza, który liczył na zapewnienie mu parasola ochronnego. Parasola takiego nie otrzymał i nie otrzyma nikt, kto sprzeniewierzył publiczne pieniądze” - pisze w specjalnym oświadczeniu Stanisław Żaryn, rzecznik Mariusza Kamińskiego.

O jakich kłopotach agenta Tomka pisze Stanisław Żaryn? Europejskie Centrum Wsparcia Społecznego Helper prowadziło na Warmii i Mazurach sześć środowiskowych domów samopomocy dla osób chorych, wykluczonych i niepełnosprawnych. Przez długi czas szefowała mu Katarzyna K., potem prezesem został jej małżonek - nie kto inny, a Tomasz Kaczmarek.

Stowarzyszenie przez ostatnie lata dostało kilkadziesiąt milionów złotych z państwowej kasy. Dysponentem tych pieniędzy były lokalne samorządy, które wybierały Helpera do organizacji zadań z zakresu opieki nad chorymi. Poważne kłopoty zaczęły się w 2017 r. Z kontroli olsztyńskiego magistratu oraz warmińsko-mazurskiego wojewody wynikało, że Helper wystawił mnóstwo budzących wątpliwości faktur.

Według nich domy samopomocy za pieniądze z publicznych dotacji korzystały z usług firm związanych z nim i jego żoną. Lista zastrzeżeń była jednak dłuższa i dotyczyła m.in. kosztownych usług prawniczych, zakupu literatek, drona, drogich kosmetyków, skąpych majteczek dla „najbardziej potrzebujących”, iPhona za 2,9 tys. zł, czterech iPadów za łącznie 11 tys. zł, odzieży narciarskiej za 30 tys. zł czy dokumentów, według których do fiata ducato rzekomo dało się wlać 176 litrów paliwa. Sprawę bada prokuratura. Kaczmarek złożył rezygnację z funkcji prezesa. Kilka miesięcy temu zarzuty postawiono jego żonie. Jest podejrzana m.in. o kierowanie grupą przestępczą i przywłaszczenie wspólnie z innymi osobami 33 mln zł. Zarzuty w tej sprawie ma także wiele innych osób.

Po rewelacjach agenta Tomka, złożonych i w CBA, i przed kamerami TVN, prokuratura ruszyła do działania. Wszczęła śledztwo dotyczące składania przez niego fałszywych zeznań.

Pozostało jeszcze 66% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gp24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.