Magdalena Olechnowicz

Wszystko robię na spontanie. W tym cały urok

Anna Karolak podczas Biegu Niepodległości w Słupsku. Fot. Krzysztof Piotrkowski Anna Karolak podczas Biegu Niepodległości w Słupsku.
Magdalena Olechnowicz

Ania Karolak jest znana w biegowym światku na całym Pomorzu. Wiadomo, że jak biegnie, jeden stopień podium będzie jej. Choć jak sama przyznaje, nigdy nie zakłada, że na nim stanie, dlatego też nawet nigdy nie sprawdza, jakie są nagrody.

- Miło jest coś wygrać, ale to nie priorytet. Najważniejsze to dobra zabawa, rywalizacja, poznanie wspaniałych, nowych, szalonych twarzy i przełamywanie swoich słabości i barier - mówi.

Czapki z głów! Anka na podium

To, że Ania, reprezentująca barwy STOPY, czyli Słupskiego Towarzystwa Osób Pozytywnie Aktywnych, niemal zawsze stoi na podium po biegach na Pomorzu, przestaje już dziwić, ale że jako pierwsza kobieta pokonała górski bieg w Karkonoszach - Ultra Chojnik, zaskoczyło słupskich biegaczy. I choć bieganie jest w ostatnim czasie bardzo modne i coraz więcej biegaczy startuje w maratonach, to pokonanie 102 kilometrów po górskich szlakach zasługuje na ogromne uznanie. Gratulacji, wyrazów uznania od znajomych bliższych i dalszych nie brakowało. Ania zaskakuje swoją skromnością. - Udało się i już! - Jak to się udało?! - pytam ją. - Biegłaś dokładnie 16 godzin, 24 minuty i 50 sekund. Przecież to horrendalnie męczące. Nie wyobrażam sobie, że można biec tak długo, do tego po górach! Na co Ania: - Ja też sobie tego nie wyobrażałam. Gdy po sześciu godzinach uzmysłowiłam sobie, że zostało mi jeszcze co najmniej 9-10 godzin, to pomyślałam, że nie dam rady. Ale spotkałam jednego partnera biegowego, później drugiego, z każdym chwilę pogadałam i jakoś zleciało. Po drodze piękne widoki. Jeszcze wczoraj mówiłam, że nigdy więcej, ale dzisiaj, jak noga boli już mniej, gdzieś tam z tyłu głowy snuję plany na następne ultrabiegi. Może w październiku - Bieg Łemkowyna? To taki błotnisty bieg. Ale będzie już chłodniej... Bo w upale Ania biegać nie lubi. Chyba że po drodze polewają konewkami z zimną wodą, albo przynajmniej zimne piwo serwują. W Karkonoszach piwa nie było, ale...

- Po drodze tacy panowie wódką porzeczkową częstowali. Spróbowałam, a czemu nie? Jaka pyszna była! Śmiali się ze mnie, ale ja już taka jestem...

Gaduła

Bo każdy wie, że Ania lubi towarzystwo i pogadać lubi. Ma nawet koszulkę startową z ksywką „Gaduła” właśnie. - No co ja na to poradzę, że lubię gadać, po prostu mam taką potrzebę. Jak ktoś nie chce ze mną rozmawiać, to mam wrażenie, że mnie nie lubi, martwię się, że coś ze mną nie tak. Choć wiem, że czasami moi biegowi partnerzy mają mnie dość. Na Kaszubskiej Poniewierce znajomy mnie poprosił: „Ania, teraz nie gadamy, 10 minut, proszę”. No jakoś tak poczułam się skrępowana. Patrzyłam na zegarek, czas mi się dłużył. Nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Mnie się po prostu lepiej biega, jak nawijam. Czas szybciej leci.

Skąd to bieganie?

Sąsiedzi, którzy obserwowali Anię z okien, stukali się w czoło na jej widok:

- Ta dziewczyna ciągle biegnie: w ciąży biegała, z wózkiem biega, z zakupami też... Gdy ją poznali, zrozumieli, że bieganie daje jej powera do życia. Zaczęło się jeszcze w liceum, ale wtedy biegów nie było jeszcze dużo. Później był czas studiów w Szczecinie.

- To było raczej typowo studenckie życie. Bawiłam się, imprezowałam, sportu było tam niewiele. Biegać zaczęłam, jak wróciłam do Słupska. To było jakieś pięć lat temu. Od tego czasu Ania przebiegła niezliczoną liczbę kilometrów. Były starty w biegach zarówno tych krótszych, 10-kilometrowych, jak i dłuższych: półmaratonach i maratonach. Pierwszy górski bieg był w 2014 roku w Górach Stołowych. - Później byłam w ciąży, a więc rok przerwy. Choć tak nie do końca. Do szóstego miesiąca ciąży jeszcze biegałam i już tydzień po porodzie znów zaczęłam. Poszłam na spacer pięciokilometrowy, przeszłam kilometr, zaczęłam biec i przebiegłam cztery... A już trzy miesiące po porodzie wystartowałam w półmarato nie w Pile, później Nocna Ściema w Koszalinie, po roku w maju maraton w Gdańsku, a tam życiówka - 3 godziny i 6 minut. Pierwsze sto kilometrów Ania przebiegła w Gdyni we wrześniu. To była tzw. Kaszubska Poniewierka i tam też stanęła na najwyższym stopniu podium. Później w Gdańsku był jeszcze Ultra City Trail na 80 km. I znów zwycięstwo! A co najdziwniejsze, Ania biega bez żadnego planu treningowego.

- Po prostu patrzę na zegarek, mam godzinkę, dwie, to lecę. Ile się uda, tyle się uda. Raz jest więcej, a raz mniej. Wiem, że planując, wyniki byłyby lepsze, ale straciłabym radość z biegania, gdybym miała patrzeć na zegarek, a nie na to, co mnie otacza. Zapytana o przygotowania do biegu górskiego Ultra Chojnik, śmieje się: - Przebiegłam z pięć razy crossa w Lasku Północnym, który tak naprawdę jest płaski w porównaniu z tym, co zobaczyłam w Karkonoszach, no i biegałam z moją Misią w wózku. Choć miałam po ciąży plan, żeby właśnie mieć plan treningowy. Ale nie udało się, nie lubię planować. Wszystko robię na spontanie, w tym cały urok.

Magdalena Olechnowicz

Dziennikarz i redaktor. Tematyka: zdrowie, działalność placówek służby zdrowia, oświata, lifestyle, życie społeczne i problemy mieszkańców Słupska i regionu. Z wykształcenia mgr filologii polskiej. Na stałe związana z Głosem Pomorza, portalem GP24.pl, tygodnikiem Głos Słupski. Miłośniczka podróży i literatury.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gp24.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.